Minął w końcu ten męczący tydzień. Jak już pisałam pogoda nie dodała
energii i pozytywnego nastawienia. Wczoraj pod koniec dnia w pracy już
tak byłam zmęczona, że nawet nie chciało mi się zamienić zdania z szefem
i pewnie ma mnie za czubka i gbura. Ale nie ważne. Dzięki napiwkom od
klientów-celebrytów mogłam wybrać się z kolegą na hamburgery i frytki w
budce pod Pałacem Kultury. Wróciłam do mieszkania zmęczona psychicznie i
fizycznie. Taki nastrój został mi do dziś.
Teraz coś o przetestowanych dziś przeze mnie sposobach na samotną niedzielę:
1. Skype. Rozmowa z ciocią w Australii i moimi dziewczynami z Lublina. Pozdrawiam Was kochane!
2.
Spacer. Pogoda w prawdzie najgorsza ale pustka w lodówce nie
pozostawiła mi wyboru. Wybrałam się najpierw na Plac Zbawiciela, tu bez
gotówki czuję się jak bezdomny żebrak mijając wypasione butiki i knajpy.
A potem na Marszałkowską gdzie w podziemnym markecie w pasażu
zamieniłam bon sodexo (dzięki Ci Święty Mikołaju) na zapas żywności.
3.
Gotowanie. To może nie jest najlepsze zajęcie dla samotnej osoby
ponieważ ciężko jest gotować w proporcjach na 1 osobę a jedzenie tego
samego przez trzy dni pod rząd powoduje efekt dejavu (nie wiem czy
dobrze napisane). Upichciłam sobie kotleciki z groszku, buraczki duszone
z jabłkami na soku z cytryny a na deser ciasto kakaowe zwane
murzynkiem tym razem w wersji spierniczonej (czyli z dodatkiem
cynamonu).
4. Net. Czyli pisanie posta na blogu.
Tak mija
niedziela wolna od pracy. Jutro zaczynamy nowy tydzień miejmy nadzieję,
że lepszy od minionego! Czego życzę sobie i Wam, Drodzy Czytelnicy;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz