środa, 27 lutego 2019

W centrum nauki Kopernik

Natalii i Kajtka:) Właściwie cały spędzony w CNK, trudno opisać wszystko  co widzieliśmy, poznawaliśmy i robiliśmy. Kajtkowi najbardziej podobały się wszystkie elementy związane z ruchem; skakanie, bieganie (wyścig z kurą, wężem i hipopotamem), próbował też poruszać się na wózku inwalidzkim.
Pokonując przeszkody z jakimi na co dzień borykają się niepełnosprawni  
 Biegał w miejscu w wielkim kole
A nawet latał...
...na dywanie
Zmęczony odpoczywał
na łóżku fakira
Ja wybierałam strefy z nauką o ludzkim ciele, kosmosie, ekologii oraz różnego rodzaju łamigłówki, zadania na logikę i myślenie i wiele, wiele innych.
Ja w ciele bobasa
Natalii i Kajtka:) Właściwie cały spędzony w CNK, trudno opisać wszystko  co widzieliśmy, poznawaliśmy i robiliśmy. Kajtkowi najbardziej podobały się wszystkie elementy związane z ruchem; skakanie, bieganie (wyścig z kurą, wężem i hipopotamem), próbował też poruszać się na wózku inwalidzkim.
Pokonując przeszkody z jakimi na co dzień borykają się niepełnosprawni  
 Biegał w miejscu w wielkim kole
A nawet latał...
...na dywanie
Zmęczony odpoczywał
na łóżku fakira
Ja wybierałam strefy z nauką o ludzkim ciele, kosmosie, ekologii oraz różnego rodzaju łamigłówki, zadania na logikę i myślenie i wiele, wiele innych.
Ja w ciele bobasa


wtorek, 26 lutego 2019

wośp

Salony Maniewski są partnerami marki kosmetyków Kemon. Dla tego chcąc nie chcąc wzięłam udział w tegorocznej akcji Jurka Owsiaka. W ubiegłą niedzielę w salonach cały dochód trafił do puszek WOŚP.
Róbta co chceta:P

poranna pomyłka i zimowiosenny spacer

Dziś musiałam się zerwać z łóżka godzinę wcześniej niż zwykle żeby pójść na spotkanie organizacyjne z szefem. Przyszłam do pracy a tu nikogo bo spotkanie odbędzie się za tydzień. Tylko ja, jak to zwykle bywa, przeoczyłam informację o zmianie terminu :-P
Dzięki temu udało mi się dla Was zrobić te zdjęcia
dawny Smyk i globus Orbisu

wnętrze salonu i ja ;)
 oraz wybrać się na przemiły, słoneczny spacer mostem Poniatowskiego nad Wisłę
taka witryna sklepowa... robi wrażenie


Warszawa to czy Los Angeles? 
Wjazd na most
Most Poniatowskiego to jak do tej pory jedyna budowla w Warszawie, która robi na mnie pozytywne wrażenie. Podoba mi się połączenie estetyki i funkcjonalności, o które zadbano w każdym szczególe. O moście możecie dowiedzieć się więcej na warszawikipedii.
Podczas spaceru mostem oko cieszyły takie widoki:
Przystanek kolejowy PKP Powiśle

Stadion Narodowy i plaża
Most kolejowy i dalej bodajże Gdański
Wieżyczka mostu
Te wieżyczki to nie są ozdoby, mają one funkcję zadaszonych przejść do ulic znajdujących się pod mostem. Ta na zdjęciu prowadzi na Powiśle. W dolnym lewym rogu szyld baru "Pod Mościkiem". Także most spełnia naprawdę wiele funkcji... A w tych przejściach nie tylko można wypić piwko ale też załatwić yhmm... się (ja z tego nie sprawdziłam empirycznie).
wejście do jednego z przejść
to ja i dymek "nacjonalizmu nie włożysz do garnka" say hello!
Przeszłam jednym z takich przejść w dół ale niestety ulica była ogrodzona i bez przejścia dla pieszych. Wróciłam się kawałek do przystanku trolejbusowego i przeszłam

takim przejściem pod mostem

fragment konstrukcji
na drugą stronę mostu. Doszłam do brzegu Wisły gdzie jest ładny bulwar, ścieżka rowerowa i siłownia taka jakie są np nad zalewem Zemborzyckim. Bulwar otoczony jest murkiem ozdobionym kolorowymi grafitti.

fragment murku, lisek i pan

Wisła
no i most ze swoją precyzyjną konstrukcją
Spacer trwał godzinkę z hakiem a potem już wsiadłam w tramwaj i do pracy. Z ciekawych wydarzeń z pracy: u jednej z fryzjerek był przystojny i miły klient a do szefa przyszła jego stała klientka i koleżanka - Novika :)). Pomaganie szefowi jest czasem bardzo fajne;) Do mieszkania wróciłam grubo po 21.
Uff to był pracowity i ciekawy dzień.

blue monday na cały tydzień

W miniony poniedziałek był tzw Blue Monday- najgorszy dzień w roku, zła aura pogodowa i depresja poświąteczna sprawia, że wszystkim brak energii i chęci do życia. Mam wrażenie, że ten dzień przerodził się w cały tydzień złych nastrojów i złej pogody. W pracy również daje się to odczuć u klientów i pracowników. Ja też kiepsko się czuję po powrocie z odwiedzin dopadła mnie samotność. Może mnie odwidzicie? I przywieźcie jakieś winko =P
Trzeba dziś wieczorem coś konstruktywnego zrobić albo wybrać się na jakiś spacer. To będę miała wtedy o czym pisać.

leniwa niedzila i sposoby na samotność

Minął w końcu ten męczący tydzień. Jak już pisałam pogoda nie dodała energii i pozytywnego nastawienia. Wczoraj pod koniec dnia w pracy już tak byłam zmęczona, że nawet nie chciało mi się zamienić zdania z szefem i pewnie ma mnie za czubka i gbura. Ale  nie ważne. Dzięki napiwkom od klientów-celebrytów mogłam wybrać się z kolegą na hamburgery i frytki w budce pod Pałacem Kultury. Wróciłam do mieszkania zmęczona psychicznie i fizycznie. Taki nastrój został mi do dziś.
Teraz coś o przetestowanych dziś przeze mnie sposobach na samotną niedzielę:
1. Skype. Rozmowa z ciocią w Australii i moimi dziewczynami z Lublina. Pozdrawiam Was kochane!
2. Spacer. Pogoda w prawdzie najgorsza ale pustka w lodówce nie pozostawiła mi wyboru. Wybrałam się najpierw na Plac Zbawiciela, tu bez gotówki czuję się jak bezdomny żebrak mijając wypasione butiki i knajpy. A potem na Marszałkowską gdzie w podziemnym markecie w pasażu zamieniłam bon sodexo (dzięki Ci Święty Mikołaju) na zapas żywności.
3. Gotowanie. To może nie jest najlepsze zajęcie dla samotnej osoby ponieważ ciężko jest gotować w proporcjach na 1 osobę a jedzenie tego samego przez trzy dni pod rząd powoduje efekt dejavu (nie wiem czy dobrze napisane). Upichciłam sobie kotleciki z groszku, buraczki duszone z jabłkami na soku z cytryny a na deser  ciasto kakaowe zwane murzynkiem tym razem w wersji spierniczonej (czyli z dodatkiem cynamonu).
4. Net. Czyli pisanie posta na blogu.
Tak mija niedziela wolna od pracy. Jutro zaczynamy nowy tydzień miejmy nadzieję, że lepszy od minionego! Czego życzę sobie i Wam, Drodzy Czytelnicy;)

niedzielny poniedziłek

Dobry początek tygodnia:)
Rano wybrałam się do Babci Krysi z wczoraj upieczonym ciastem i z nożyczkami żeby ją ostrzyc. Fryzura się udała. Zjadłam też pyszny krupniczek i pocisnęłam stamtąd do pracy. A w salonie luz i jedna klientka (większość fryzjerów na urlopie). Wymodelowałam włosy koleżance z recepcji i dzięki braku zajęć zintegrowałam się z kolegami-fryzjerami. Przy kawie i ciastku rozmawialiśmy o życiu, Vidalu Sasoonie i jak to bywa obmawialiśmy trochę klientów ;)
Oby każdy dzień w tym tygodniu był tak miły!

koncert

Hej Wszyscy!
Odważyłam się w końcu zażyć trochę wieczorno-barowego życia Warszafki ;) i wybrałam się na mini koncert do baru i restauracji 2światy. Na koncert zaprosił mnie za pośrednictwem fejsbuka gitarzysta występującej grupy, kolega Klary. Był niedawno u mnie w pracy, strzygłam go w ramach szkolenia.
2światy znajdują się niedaleko od mojego mieszkania, na ul żurawiej. Mają tam laną Perłę więc poczułam trochę Lublina :)) Występująca grupa to trójka młodych ludzi Magda-wokal, Agnieszka-klawisze i Maciek-gitara elektryczna. Zaczęli grać razem od niedawna więc mają opracowane tylko covery. Całkiem przyjemnie grają i się prezentują. Tego wieczoru mogłam też poobserwować młodych ludzi mieszkających w Stolicy. Było to całkiem miłe. Najbardziej rzucił mi się w oczy chłopak, który robił zdjęcia profesjonalnym sprzętem. Przypomina wyglądem Topika ze słynnego skeczu lubelskiej grupy Ani Mru-Mru. Jest jeszcze wyższy i chudszy ode mnie, ruchy ma jeszcze bardziej cichociemne ode mnie. Uwierzycie!? Poza tym wszyscy byli mniej więcej w moim wieku. Modnie ubrani. Nie mam odpowiedniego słowa na styl ubierania. Na pewno różni się od przeciętnego stroju lubelskiego studenta. Nie mogłam zrobić fotek no bo i tak nic by nie wyszło moim srajfonem;).
Podsumowując miałam dziś miły dzień i równie miłe jego zakończenie.
Pozdrawiam!

Warsaw by night

Witajcie!
Jak już Balbinka wspomniała w poprzednim, gościnnym wpisie zaliczyłam w minioną sobotę pierwszy warszawski Klubing. Wyszło jak zwykle na spontanie. Zaproponowałam koledze po pracy wyjście na spacer na starówkę ale za jego namową obraliśmy całkiem odwrotny kierunek: Plac Zbawiciela. Miejsce to słynie z Tęczy, która tego wieczoru była biała od śniegu i mrozu. My przed tym mrozem schroniliśmy się w barze "Plan B". Jest to popularne wśród warszawskich pseudohipsterów miejsce. Jak zresztą cały plac. Jest tam nawet free wi-fi o nazwie PlacHipsrera. Niestety prawdziwego hipstera tam nie uświadczysz. Trochę się zawiodłam na tym miejscu bo marny wybór piw i alkoholi no i jak wszędzie gdzie modnie - drogo.
Wypiliśmy po piwku i poszliśmy zjeść rosół u Chińczyka. Rosół jak na prawdziwy chiński przysmak przystało smakował glutaminianem a sajgonki podano nam z kiszoną kapustą. Dodatkowo na bannerze wywieszonym w korytarzu dopatrzyłam się dania "Pstrąd pieczony". Prawdopodobnie to jakaś ryba (być może z gołębia lub dziwnych ryb pływających w akwariach ustawionych w przestronnej sali resturacji).
Po tej kolacji poszliśmy do ponoć popularnego wśród celebrytów klubu zwanego "Glam". Zawiodłam się na tym miejscu. Może jestem wybredna jak to na lubelskiego hipstera przyzwyczajonego do "Szklarni" "Domu Kultury" i "Mostu Kultury" przystało. Muzyka - nudna, piwo - mdłe, kible - zatkane. Nie pozostało mi nic jak tylko się natrąbić. Co zrobiłam i zakończyłam ten klubing marnie. Jak - to już zostanie moją tajemnicą :P.
A teraz dalszy ciąg Warsaw by night. Szef Maniewski i kilku stylistów z naszego salonu przygotowywało aktorów do filmu o tym tytule. Ja wybrałam się dziś na jego premierę, reklamować nasze usługi, rozdawać vouchery, pobłyszczeć trochę w świetle reflektorów rzucanych na gwiazdy;). Film nie był zły ale też nie jestem stanie stwierdzić o czym. Mogę tylko powiedzieć, że Iza Kuna nie paliła chyba nigdy trawki bo nie umiała zagrać osoby na haju. Najlepiej zaprezentowała się Stanisława Celińska - dla mnie po prostu stara, dobra szkoła aktorska!
 Miło jest pracować w miejscu, które bierze udział w wydarzeniach artystycznych na taką skalę i mam nadzieję, że kiedyś też będę mogła dołożyć swoje pięć groszy do kolejnych ;)
Pozdrawiam!

przy sobocie po robocie

Hej!
Tydzień jakoś zleciał a był ciężki. Zaczął się premierą ale zapomniałam dodać, że tego dnia też odwiedziła mnie Klara i w ramach szkolenia zrobiłam jej małe cięcie. Kolejne dni były coraz bardziej pracowite. Nie obyło się bez reprymendy, którą dostałam od koleżanek - senior stylistek. Wiadomo, że jak robi się nerwowa sytuacja to  mniejsi najbardziej obrywają. A na koniec tygodnia trafił się zrzędliwy klient. Pan narzekający na jakość usług i złą obsługę.
Kolejna wiadomość jest taka, że moi współlokatorzy wyjeżdżają w marcu do Norwegii dla tego postanowili zrezygnować z wynajmowania pokoju. Po przemyśleniu plusów i minusów mieszkania doszłam do wniosku, że również się wyprowadzę. Sprawdziłam w internecie ceny pokoi i myślę, że teraz mogę znaleźć coś tańszego i w lepszym standardzie. Po za tym mama mojego kolegi ma pokój do wynajęcia na Mokotowie. Wczoraj wieczorem ich tam odwiedziłam. Zjedliśmy ciasto, obejrzeliśmy film i dyskutowaliśmy o ustawie dotyczącej przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, tabletkach wczesnoporonnych czyli o życiu ;)
Mam też mały problem, zepsuła mi się ładowarka do iPhone :/ bateria mi pada a nie mam budzika. Nie wiem jak jutro wstanę do pracy a mam na rano. Może ma ktoś pożyczyć?

po dłuuugiej nieobecności

Witajcie!
Długo nic nie publikowałam w moim Pamiętniku.  Dobrze, że Balbinka i Natalka z Kajtkiem trochę pisali. Dzięki Wam za wpisy.
Luty to krotki miesiąc dla tego trzeba było zmieścić w nim wiele wydarzeń.
A działo się tak:
1. W dzień wyjazdu Natalki i Kajtka z Warszawy pojechałam na spotkanie integracyjne firmy do Krakowa. To co zobaczyłam i o czym dowiedziałam się na wyjeździe trochę mną wstrząsnęło. Maniewski planuje rozwijać firmę w kierunku sieci salonów a menadżer korzysta w tym celu z technik korporacyjnych. Ale zjadłam sobie bajgle i pyszną golonkę.
2. W salonie warszawskim było szkolenie ze strzyżeń dla osób początkujących w zawodzie (kolejna niedziela z głowy). Szkolenie prowadziła Natalka z naszego salonu, trochę jej pomagałam robiąc rysunki techniczne obrazujące prezentowane strzyżenia. Ludzie, którzy przyjechali się szkolić to były ciekawe indywidua;)
3. Kolejny rok z życia odhaczony: 20 lutego świętowałam 26 urodziny:). Był to bardzo emocjonujący dzień pełen niespodzianek. Miałam profesjonalny makijaż, ciasta, kwiaty od Klary, burzliwą rozmowę z szefem i odwiedziny przyjaciółki Bogny a wieczorem imprezę niespodziankę u mamy kolegi na Mokotowie.
4. Wyprowadzka z centrum na Mokotów. Decyzję o zmianie zamieszkania podjęłam z kilku powodów. Po pierwsze z mieszkania w którym mieszkałam wyprowadzili się współlokatorzy, po drugie pokój nie był tani a z rozmowy z szefem wynikło, że długo jeszcze poczekam na podwyżkę a po trzecie dostałam propozycję zamieszkania u znajomej osoby. Konkretnie u Marysi W. czyli tej pani u której miałam urodzinową imprezę. Mieszkanie jest w dwupiętrowej kamienicy z tarasem i ogrodem. Jest bardzo klimatyczne. I o połowę mniej będę płacić za pokój :)
5. Na sam koniec miesiąca a właściwie 1 marca odbyłam chrzest bojowy na planie programu Mai Sablewskiej Sposób na modę. Dla tych co nie wiedzą jest to program w stylu metamorfozy dla pań. Sablewska dobiera nowy styl ubioru, mój szef robi strzyżenia a ja zmieniałam paniom kolor włosów. O warunkach pracy nie będę pisać ale pewnie zdajecie sobie sprawę, że w TV widać wszystko inaczej;) Ze swojej pracy w programie byłam bardzo zadowolona. Szef również mnie pochwalił. Po raz kolejny przekonałam się, że praca na backstageu i przygotowanie wizerunku ludzi występujących przed kamerami to coś co mnie MEGA kręci!!!
To tyle z tego co przeżyłam i zapamiętałam z minionego miesiąca. Dalej będzie pracowicie ale postaram się znaleźć czas żeby coś dla Was skrobnąć. Pozdrawiam Kochani!

dzik nie jest diki dzik nie jest zły

Witajcie!
Dziś po raz kolejny i ostatni na prośbę szefa przybyłam do studia programu "Sablewskiej sposób na modę" by przygotować kolor uczestniczce programu. Był to ostatni dzień nagrań w tym sezonie. Nie wiem kiedy będzie kolejny i czy będzie mi dane w nim brać swój udział jako kolorystka. Wiem jedno: na pewno w nim nigdy nie wystąpię jako uczestniczka ;). Zrobiłam tej pani piękne rozświetlenie słonecznymi refleksami a prowadząca program zaszczyciła mnie nawet swoim spojrzeniem oraz zdaniem "nawet fajnie wyglądasz w tym fartuszku". Miałam na sobie fartuszek fryzjerski. który dostałam na gwiazdkę dwa lata temu. Dziękuję ci Święty!
Ze studia miałam pojechać prosto do pracy ale mieszkam 5 min piechotą stamtąd więc zaszłam zostawić graty w mieszkaniu. Weszłam do klatki, otwieram drzwi a zza nich wychylają się męskie stylowe półbuty, patrzę w górę i widzę wysokiego przystojniaka o ciemnych oczach i kasztanowych włosach. Posiadacz oczu i butów okazał się przypadkowym gościem u mojej właścicielki, która przekupiwszy go kubkiem kawy zagoniła do naprawy podwieszanej lampki. Miły był to widok ale szybko musiałam się zbierać. Może jeszcze natknę się kiedyś na tego nieznajomego. Tak na marginesie jego mina gdy spojrzał na moją czuprynę, będzie mi się śnić po nocach...
To miłych snów, kochani!