sobota, 3 września 2016

From Düsseldorf with love

Mineło 13 lat odkąd dowiedziałam się o istnieniu mojej siostry Yanki i chyba 6 lat od kąd poznałam ją i jej mamę Tanjię.
Spotkałyśmy się po raz pierwszy w Düsseldorfie, gdzie mieszkają. Poleciałam do nich tylko na niecałe trzy dni ale było warto!

Na lotnisku przywitały mnie dziewczyny i 30 °C upał jakiego mi w to lato brakowało.
Pojechałyśmy prosto na piękną dziką plażę nad rzeką Ren. Spędziłyśmy tam przemiły wieczór. Rozmawiając o przeszłości, przyszłości i o tym co teraz. Yanka skakała ze mną na slacklinie i w wodzie. Poznałam Tanji partnera Maka i kiklu ich znajomych.
Rzeka Ren

Późnym wirczorem zaprosili mnie na kolację do ulubionej chińskieh restauracji gdzie na oczach gości kucharz własnoręcznie wyrabia i rozciąga makaron.
Następnego dnia wszyscy wstaliśmy bardzo wcześnie rano, Yanka do szkoły a my z Tanją do pracy.
Tanja pracuje jako fryzjerka w salonie znajdującym się w Vodafone Campus.
Spędziłyśmy tam tylko kilka godzin i pojechałyśmy odebrać Yankę ze szkoły.
Po drodze zrobiłyśmy zakupy i zajrzałyśmy na chwilę do Hagi's Barbershop.
Ponieważ upał był większy niż dzień wcześniej na resztę dnia skryliśmy się pod cieniem wierzb na tej samej plaży.
Grill, pływanie, slackline, muzyka na żywo miła rozmowa - po prostu relaks.
Ostatni dzień a właściwie przedpołudnie mojego pobytu w Düsseldorfie to śniadanie i zachaczając o pocztę wsiadłam do busa na lotnisko.
Było mi niezmierniwle miło móc poznać moją przyrodnią siostrę i jej rodzinę. Najbardziej cieszę się z tego, że ma fajną, szczęśliwą rodzinę, jest mądrą dziewczyną no i trochę jest do mnie podobna ;)
 
Ps: Balbi, niezmiennie kury składają tu kolorowe jajka.




środa, 17 sierpnia 2016

Ruffians

Ruffian - łotrzyk wyjęty spod prawa o łobuzerskim wyglądzie, noszący perfekcyjną fryzurę.
Barbershop o tej nazwie znajduje się w Edynburgu, wspominałam o nim tutaj. 
Od dwóch miesięcy tam pracuję.
Pod koniec kwietnia zdecydowałam się podjąć próbę realizacji mojego marzenia o byciu barberem, poszłam tam na rozmowę i dostałam pracę.
Podziękowałam za pomoc i współpracę Allanowi w jego ROCK PAPER SISSORS
Ruffians jest moją pracą marzeń!

Pracuje tutaj:
  • Laura - meanger i barber, jest tu od 4 lat, od kiedy otwarto salon, trzyma cały zespół w ryzach a zarazem jest najmilszą szefową z jaką pracowałam!
  • dwie urocze i bardzo pomocne recepcjonistki Maddie i Sarah. Maddie dołączyła do Ruffiansów w listopadzie zeszłego roku, urodziła się w kanadzie ale mieszka w Edynburgu już ponad 3 lata. Sarah pracuje tu dwa lata, skończyła studia w Duncan Collage of Art & Design, tutaj możecie zobaczyć jej prace.
  • Stewart - barber, jest bratem Sarah, studiował projektowanie graficzne a zanim zaczął pracę jako barber przez 10 lat był fryzjerem.
  • Mark i Chris, dwaj przyjaciele, którzy przeprowadzili się tu z Glasgow, obaj są wykwalifikowanymi barberami, Mark zaczął pracę tutaj zaraz po skończeniu 2 letniego collegu a Chris rzucił fryzjerstwo, jak powiedział, nie miał już ochoty zajmować się babami,
  • Ian i Debbie, obydwoje są barberami na pół etatu, Ian zawodowo zajmuje się fotografią, a Debbie zrezygnowała z pracy na pełen etat na rzecz macieżyństwa, niebawem po raz kolejny zostanie mamą,
  • Connor - uczeń, przyjechał tu za swoimi kolegami Chrisem i Markiem,
  • I ja Amelia - na razie jako Graduate barber, właśnie zaczełam uczyć się strzyc brody :) 
Odkąd zaczęłam pracę w Ruffians moje strzyżenia są coraz lepsze, uczę się, robię nowe rzeczy, poznaję ciekawych ludzi i najważniejsze: kocham swoją pracę, lubię tam przychodzić!
Pochwalę się kilkoma strzyżeniami:




środa, 27 kwietnia 2016

One barbers & 1DJ - Academy

Jest takie miejsce na mapie Edynburga gdzie muzyka spotyka się z fryzjerstwem w jednej osobie. Jest to One Barbers barbershop połączony ze studiem muzycznym zaopatrzonym w profesjonalny sprzęt diżejski.
Prowadzi go Nickey Oneill alias Nick Green. Barber i DJ w jednej osobie.
tu Nickey trochę nieostry

Miejsce przyciąga uwagę przestronnym wnętrzem przeznaczonym do jego pracy z włosami gdzie ściany obłożone są plakatami z imprez, zespołów muzycznych i zdjęciami bokserów (hobby Nickeya to boks i MMA), przy ścianie stojaki z gitarami i ławeczki prawie bez przerwy zajęte przez panów czekających na strzyżenie. Strzyżenie fachowe, wykonane z wprawą i bardzo charakterystycznym wykończeniem. Każdy klient może się spodziewać delikatnego i stanowczego podgolenia karku, szyi i skroni. Za jedyne 5 do 8 funtów. Z tego powodu na jednego klienta przypada jakieś 15 minut uwagi. 
Usługa sprawna, szybka i dziękuję! następny proszę!
plakaty

klimat studia garażowy

Za ścianą z plakatami znajduje się natomiast nieustannie ulepszane studio, w którym ten sam człowiek lecz pod inną już postacią przeprowadza indywidualne lekcje grania na deckach. Do tego na dodatek gruszka bokserska i tajemnicze drzwi w podłodze za którymi po zejściu drewnianym schodkami w dół znajdujemy się w zawilgłej piwnicy pełnej wszystkiego: od desek i cegieł po stare krzesło barberskie, czajnik, żelazko i toaletę.
Właściciel nie zamierza długo pozostawić tego w stanie jaki widziałam. Już niebawem zamiast cuchnącej piwnicy i dźwięku kapiącej rury będzie tam studio nagraniowe!
Czym jeszcze może zaskoczyć? Jest niesamowicie otwarty i po dwóch minutach rozmowy jesteśmy kolegami a po 10 proponuje mi pracę, jego córka mówi, że wyglądam "cool" i pasuję do tego miejsca.
 Po czym zaprasza mnie na próbne strzyżenie, wykonuję je jeszcze tego samego dnia, w między czasie przeprowadzając się na tą samą dzielnicę, gdzie znajduje się One Barbers, przeżywając niemały stres. W czym bardzo pomaga i wspiera mnie Alan, mój chłopak:)
Ta historia ma jeszcze drugie dno i mniej ciekawe zakończenie. Dowiaduję się i to nie po raz pierwszy, że Edynburg jest jak Lublin (czyli taka duża wieś) wszyscy wszystkich znają i wszystko ci o wszystkich opowiedzą. Także w ciągu jednego dnia poznaję niezmiernie przedsiębiorczego człowieka, proponuje mi pracę i dowiaduję się z bliskich mi źródeł, że dawniej zamieszany był w mniej ciekawe historie. Tego samego dnia wykonuję u niego strzyżenie dla jego wspólnika (jest zadowolony choć troszkę za długo siedział na fotelu), prawie psuję jego maszynkę. Trzy dni później strzygę włosy samego Nickeya, uczy mnie trzymać brzytwę, pokazuje mi swoją piwniczkę i opowiada historię życia, z grubsza ale nie pomijając, że był również złym chłopcem. Pierwszy barbershop otworzył mając 17 lat. Zawsze pracował dla siebie. Najlepsze brzytwy kupuj u turków. No i grzebień, który ma od zawsze i już nigdzie takiego nie znajdziesz.
A cała przygoda zakończyła się tak, że mu pięknie podziękowałam za ofertę.
Jak pamiętacie mam już swoje miejsce i bardzo je lubię: ROCK PAPER SISSORS!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ROCK PAPER SISSORS

To jedyne w swoim rodzaju miejsce, nie jest to salon fryzjerski ani zakład. 
Opisując jak najprościej jakieś osiem lat temu Allan Grant, doświadczony w swoim zawodzie fryzjer wynajął pomieszczenie przylegające do zakładu rzeźniczego, przy Raeburn Place na rogu z maleńką uliczką Allan Street (pięć kroków od mojego obecnego miejsca zamieszkania) i zaaranżował je dla swojej pracy jako fryzjer.
 Pięć lat temu, tuż przed pogrzebem swojej mamy Johnny kręcił się w pobliżu szukając fryzjera (może bardziej kogoś do pogadania) i trafił w to miejsce. Od słowa do słowa Allan i Johnny stali się kumplami.
Na początku lutego wpadliśmy z Johnnym do tego miejsca i tak ja poznałam Allana.
Po tygodniu przyszłam pokazać mu swoje umiejętności w męskim strzyżeniu, moim modelem był Alan, teraz mój partner:)
Od tamtej pory gdy tylko mam czas wpadam tam się trochę podszkolić i już niebawem zacznę tam pracę jako freelancer czyli będę pracować na własny rachunek.
Założyłam w tym celu stronę na fejsbuku i w miarę możliwości będę ją rozbudowywać.
A wracając do ROCK PAPER SISSORS, właściciel jest fryzjerem od około dwudziestu lat. 
Przez czas jaki spędziliśmy razem poznałam trochę jego historię. 
Po szkole fryzjerskiej znalazł pracę w salonie Georga Patersona, dobrym miejscu dla ludzi z pasją do zawodu etc. Zaprzyjaźnili się i pracowali wspólnie 15 lat, ekipa salonu składała się jak to 
Allan opisał z pięknych dziewczyn i facetów, którzy wyłączając jego byli gejami. Nie miał więc konkurencji i ochoczo z nimi (koleżankami) flirtował. Z Georgem ostro imprezował i przez co powstała nieprzyjemna atmosfera, wśród pracowników przekonanie o lepszych względach szefa do Allana co odniosło odwrotny skutek i wywołało kłótnie między przyjaciółmi (mam na myśli Allana i Georga). Mijały lata i 
Allan stracił trochę serce do tego zawodu. Włączając w to niezdrowy klimat i zazdrość innych pracowników, zdecydował się odejść i na dwa lata porzucił fryzjerstwo na rzecz budowlanki.
Wrócił do zawodu gdy dostał propozycję pomocy w rozwoju firmy swojego dawnego szefa, który zmarł. Tu spotkało go rozczarowanie gdyż obietnice finansowe nie zostały spełnione. W pracy jako budowlaniec ponoć zarabiał więcej niż ostatecznie dostał za prowadzenie nowego salonu. Trafiła się również kolejna oferta pracy w nowo otwartym salonie Boombambers (obecnie dobrze prosperująca sieć salonów). Tam jednak zasiano już plotkę, że Allan nie odszedł sam z Patersona ale go wyrzucono za kombionowanie.
Tak więc zdecydował się otworzyć własny salon i stał się swoim własnym szefem.
A na ile ta opowieść jest prawdziwa to już nie jestem w sanie powiedzieć. Ja jej nie zmyśliłam.
Wydaje mi się jednak interesująca i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń.





środa, 30 marca 2016

Przerwa techniczna

Witajcie drodzy czytelnicy!
Mam nadzieje, ze jeszcze tu zagladacie.
Jakis czas mnie tu nie bylo.
Glownie z powodu problemow technicznych: zepsuty komputer i telefon.
Komputer nadal zepsuty, tego posta pisze z komputera zanajomego (stad brak polskich znakow).
Telefon rowniez, juz nie mam cierpliwosci do zdjec slabe jakosci.
A wiadomo dzis bez obrazkow nic nie przyciagnie uwagi internautow.
Jesli Was to ciekawi to napisze krotko co to sie dzieje u Amki w Edynburgu.
Pracuje nadal w Quick&Plenty palac na patelni kielbaski i bekon.
Poza tym proboje cos robic dalej z moim marzeniem aby byc barberem.
Zalozylam na fejsie strone ale nie ma tam narazie nic ciekawego.
Szukam modeli do stworzenia sobie portfolio.
Zeby sie troche pochwalic to zostalam bardzo dobrze oceniona przez pewnego fryzjera za precyzje i moje podejscie do meskich strzyzen. 
Po miescie juz sie niesie wiesc, ze jest tu taka Amelia co ladnie strzyze:)
Moze cos z tego wyjdzie wkrotce.
Z zycia prywatnego dodam tyle, ze poznalam bardzo milego Szkota i oficjalnie moj status zmieniam na "w zwiazku". 
Jestem szczesliwa!
Edynburg jest piekny, wszedzie rosna krokusy, zawilce, zonkile a drzewa obsypane sa kwieciem.
Wosna w pelni. Pogoda tez w miare dobra, ostatnie dwa tygodnie prawie nie padalo!
Narazie o tyle. Obiecuje sie tu czesciej odzywac.
A na koniec kilka moich obrazkow.












środa, 24 lutego 2016

Jamajskie urodziny na Wyspach Brytyjskich

W minioną sobotę obchodziłam moje 27 urodziny.
Może nie ma co się chwalić ale to zawsze jakiś pretekst żeby spotkać się ze znajomymi i pójść na imprezę ;)
Ponieważ jestem tu gdzie jestem, nie mogłam zaprosić Was wszystkich ale urządziłam dla Frani i Johnnego małą kolację w stylu Karaibskim. Zaprosiłam też swojego przyjaciela Allana.
A dlaczego w stylu Karaibskim? Niedawno dostałam od jednej z klientek kawiarni książkę kucharską "Carribean Food" Levi'ego Rootsa. Miałam więc okazję wypróbować jakieś przepisy. Wybrałam curry krewetkowo - ziemniaczane, jamajskie steki wieprzowe, zapiekane w ostrym sosie i sałatkę z mango i awokado. Wszystko na ostro.


A po kolacji impreza: Marleyki w klubie Bongo.

Dostałam
kilka prezentów:
  • Tartan blanket - koc w szkocką kratę,
  • Dish towel - ręcznik kuchenny z nadrukowanymi szkockimi słówkami,
  • Tartan scarw - szalik w szkocką kratę.
 
Takie prezenty wróżą mi chyba rychłą emertyturę ;)

Największym zaskoczeniem tego wieczoru był jednak tort.
 
Oraz Messenger - DJ, który grał na Marleykach. Podobno znał samego Boba Marleya. Utwory były odtwarzane z oldschoolowego gramofonu, jeden za drugim z przerwami na nawijkę.
Sam klub bardzo mi przypomniał dawne czasy Centrali.

Bawiłam się bardzo dobrze co jeszcze dziś czuję w plecach i w nogach.

Następnego dnia wybrałam się na pierwszą moją wycieczkę poza miasto. Do małego przybrzeżnego miasteczka North Berick. Z plaży widać Bass Rock, wielką skałę wystającą z morza, na której mają swoje królestwo głuptaki i inne ptaki.





 
Miałam też wielką radość widząc, po raz pierwszy w Szkocji, pasące się owce.
Niestety nie udało mi się tego uwiecznić na ładnych zdjęciach. Mimo zajęć z fotografii nie jestem najlepszym fotografem a mój aparat też nie daje wiele możliwości.
 

czwartek, 4 lutego 2016

Rabbie Burns

Witajcie!
Opiszę Wam dziś najsłynniejszego Szkockiego poetę. 
Takiego tutejszego Adama Mickiewicza.
Robert Burns urodził się 25 stycznia 1759r. w Alloway. Pomimo biedy i chłopskiego pochodzenia rodzice zadbali o jego wykształcenie. Jego wiersze, pisane w rodzinnym dialekcie Ayshire, opisujące w bezpośredni sposób życie na wsi i jego uroki zdobyły uznanie dzięki czemu mógł spędzić parę lat w Edynburgu. Niestety nie przyniosly mu bogactwa przez co powrócił do wiejskiego życia i zmarł w wyniku chorób sercowych spowodowanych ciężką pracą na roli.
Taka jest oficjalna wersja, którą możecie przeczytać u cioci Wiki.
Rocznica jego urodzin jest nieoficjalnym świętem narodowym szkotów. Celebruje się ją na wieczorkach Burnowskich - Burns Suppers.

Dzięki Johnnemu i jego tacie miałam okazję brać udział w dwóch takich wieczorkach. Ponieważ są oni członkami Scottish Maisons a Rabbie Burns należał do najstarszej szkockiej Loży.  Jak już wspomniałam tradycyjnie wieczór Robbie Supper jest 25 stycznia. W praktyce takie kolacje są organizowane w różnych miejscach przez cały styczeń.
A wyglądają tak:
W dużej sali ustawione stoły, każdy ma swoje oznaczone miejsce. W zależności od inwencji organizatorów sala udekorowana jest ozdobami w szkocką kratę.
Na przywitanie gości Piper (dudziarz) wydmuchuje tradycyjną melodię.
Mistrz ceremonii wita gości i rozpoczyna kolację. W języku szkockim.
Nic z tego nie pojełam ;)
Po tym podawane jest pierwsze danie - Cook-a-Leekie soup, przypominająca trochę polski krupnik zupa z pora i kurczaka.
Kolejnym elementem jest ceremonia krojenia wielkiej, gorącej kiszki napchanej owczymi wnętrznościami - czyli Haggis. Ja uwielbiam to danie! Wygląda to tak: na wózku taca a na niej to coś trochę podobne do czarnego balonu, staje pan w Kilcie i gada coś po szkocku o tym jak Haggis jest dla nas zdrowy itd. Na koniec przemowy wbija wielki nóż w ten balon i bez pardonu przekraja go na pół. Przygrywa Piper. Kelnerka rozlewa whisky.
Na stoły wjeżdża główne danie - Haggis, Tatties and Neeps.
A dla czego Haggis? Ponieważ Rabbie Burns napisał o tym daniu poemat wysławiając jego wspaniały smak.
Z czym się zgadzam. A jeszcze jak poleje się je Whisky sosem! Neeps to jest taka rzepa (dla mnie bez smaku) a Tatties to po prostu ziemniaki.
Po tym jedzonku następuje część artystyczna wieczoru. Deklamowanie wierszy Burnsa, śpiewy oraz toast do Pań i Panów.
Na pierwszej z kolacji, na których byłam jakiś pan wyglądający jak pomniejszony sobowtór Daniela Craiga opowiadał strasznie długo życiorys poety, z którego zrozumiałam i zapamiętałam tylko trzy słowa "politics, poems and sex).
Wspomnę więc teraz, że świętowanie urodzin największego poety w Polsce nie mogły by tak wyglądać. 
A z jakiego powodu?
Wyobraźcie sobie taką salę wypełnioną gośćmi ubranymi w stroje wizytowe, poważne miny a historia sławy Rabbie Burnsa opiera się na wielkości jego członka (ponoć długości jego przedramienia) opisywana obrazowo przez pana ubranego we frak. Po czym na sali pojawia się starszy pan ubrany w długą koszulę nocną i deklamuje wiersz reklamujący zalety noszenia Kiltu, że jest użyteczny gdy masz sraczkę albo ochotę na seks. 
Ktoś coś takiego mógłby powiedzieć o Adamie Mickiewiczu na oficjalnym spotkaniu?
Tu jest właśnie drugie dno życiorysu poety i jego problemów z sercem ;)
I chociaż nie wiele z tego co zobaczyłam i usłyszałam zrozumiałam to i tak bawiłam się świetnie, tańcząc na stole, krześle i na krześle postawionym na stole, popijając whisky i zwiedzając najstarszą lożę masońską w Edynburgu.
A co do zwiedzania tych świątyń i różnych poglądów na temat masonów to mogę powiedzieć tyle:
Jest to  oko co na nas patrzy cały czas.
A przez wygłupy jakie robiłam żartując z tego do czego ma służyć ten podest.

Prawdopodobnie zostałam dostrzeżona przez Oko i przeklęta...
No i niebawem pewnie mnie zamkną w takim specjalnym schowku.

I tyle mnie widzieli...
Ale i tak dobrze się bawiłam ;)
Robbie Burns był by zadowolony.


A na samym końcu kolacji odbywa się loteria losowa. Wbrew klątwy moje losy wygrały :) Na pierwszej imprezie wygrałam pudełko pełne czekoladek a na drugiej w przedziwnym zbiegu okoliczności wylosowałam sama swój numer a nagrodą, którą też zresztą sama wybrałam okazał się zapachowy papier do szafy. Niezwykle przydatny, szczególnie jak nie ma się żadnej szafy ;)

piątek, 15 stycznia 2016

Sink & Anchor

Kiedyś spacerując sobie po centrum miasta z Jackiem, na jednej z uliczek przykuł naszą uwagę mały Barbershop. Board postawiny przy drzwiach oferował darmowe piwko i kawę. Za szybą świecił ekran z PlayStation, zielone ściany i złote lustra obiecywały przyjemną atmosferę. Staliśmy tam chwilę zastanawiając się czy wejść czy nie wejść ale w środku było tłoczno więc poszliśmy dalej. Ostatnio korzystając z wolnego dnia postanowiłam wrócić w to miejsce i przekonać się czy w środku jest tak fajnie jak to wyglądało z zewnątrz. 


Zanim złapałam za klamkę przywitał mnie już przyjazny uśmiech dwóch panów. Luke - właściciel, ruda, gęsta broda, tatuaże i sygnety oraz Jo - jego nowy współpracownik, szczupły wysoki i trochę nieśmiały. 

Luke

Jo i logo
Nie było żadnych klientów, na PlayStation jakaś gra ustawiona. Wszystkie meble z ciemnego lakierowanego drewna, lustra w starych złotych ramach. Na ścianach porozwieszane: autorskie koszulki, obraz przedstawiający statek, skateboard i duże logo zaprojektowane przez kolegę Jake - tatuażystę.
koszulki, recepcja, obrazki



Z rozmowy dowiedziałam się, że Sink & Anchor działa sobie dobrze od pół roku. Luke przez pięć lat pracował jako fryzjer ale nie czuł się dobrze w pracy z kobietami, wkurzało go to, że nawet jak uciął długie włosy trochę krzywo to i tak pani wychodziła zadowolona, najbardziej nie lubił tak zwanych wampirów emocjonalnych - pań, które o każdy drobiazg robiły awanturę taką, że po ich wyjściu czujesz się cały wypalony. W pracy jako barber ceni sobie najbardziej precyzję, zrobisz małą pomyłkę i w końcowym efekcie będzie to dokładnie widać,cieszy go to, że nawet jeśli dookoła jest bałagan a na podłodze kupa obciętych włosów, jego klienci nie zwracają na to uwagi. Praca z panami jest bardziej wyluzowana, nie ma potrzeby robić show. Powiedział mi też, że jeśli chcę zostać barberem to wystarczy żebym znalazła dobre miejsce, w którym mnie wyszkolą. Nie potrzebuję żadnego papieru ukończenia kursu czy szkoły. Jego zdaniem najlepszym miejscem na początek jest Boombarbers. W Edynburgu mają trzy salony, jest duża rotacja więc większa szansa na znalezienie tam pracy.
 Jo przyjechał do niego z Londynu, gdzie uczył się i pracował w Ruffians, drugiej filii salonu. Prawie się nie odzywał, dopiero jak wyciągnęłam telefon by zrobić zdjęcia, powiedział, że będę musiała użyć Photoshopa bo nie jest zbyt ładny. Luke miał zaraz wychodzić na spotkanie z księgowym więc nie przeciągając rozmowy zebrałam się i wyszłam. Pożegnaliśmy się i zostałam zaproszona, jak tylko będę miała ochotę mogę ich odwiedzić:)
A taki to śliczny ogródek znajduje się po drugiej stronie ulicy.

środa, 13 stycznia 2016

Barber Shops & Hair Salons in Edinburgh

Część z Was pewnie wie, że chcę zostać Męską Fryzjerką. Dla tego podróżując po Edynburgu zaglądam w okna salonów fryzjerskich i barbershopów.
Gdzie się da, staram się zrobić zdjęcie.
W kilku miejscach pytałam już o to, czy przyjmują na praktyki.
Zapytałam też wujka Google o najlepszy Barbershop w mieście.
Podał mi taką odpowiedź:
Miejsce III - MUSE HAIR. Moim zdaniem, ze tego co widziałam na stronie, jest to salon fryzjerski, wiadomo Google też może się pomylić. Ceny uzależnione od miejsca w hierarchii firmy fryzjera wykonującego usługę. Skądś już to znam. Ale tu nie jest to taką nowością jak w Polsce.
W takim miejscu raczej nie chciałabym się znów znaleść.
Miejsce II - The Player. Znajduje się na Rose street czyli całkiem blisko Princes street. Wybrałam się tam i zastał mnie całkowity rozpierdziel. Czyli remont. Zobaczę za parę tygodni co tam się utworzy.
Miejsce I - THE RUFFIANS. Przed samym wejściem i patrząc na stronę, jestem przekonana, że tu akurat Google się nie myli. Nagrody, własna marka kosmetyków. Przy wejściu wita recepcjonistka odbiera płaszcz i zaprasza klienta do poczekalni, w ktorej: drewaniane barowe stoliki z iPodami do gier i korzystania z internetu. W stolikach wgłębienia na szklanki. Pani oferuje darmowego drinka.
W osobnym pomieszczeniu ale jednak na widoku taka jakby scena trochę jednak przypominająca bar bo otoczona półeczkami obstawionymi sprzętem i i kosmetykamki. Za poczekalnią schodki w górę prowadzące do bardziej prywatnego, intymnego pomieszczenia gdzie wykonywane są zabiegi na skórę twarzy, masaż głowy szyi, hot towel itd.
Firma ma drugi salon w Londynie i tylko tam, niestety, przyjmują uczniów i prowadzą szkolenia.
Ogólnie salony fryzjerskie można podzielić na: 
  • bardzo wysokiego standardu drogie miejsca gdzie wszystko jest urządzone w nowoczesnym stylu. Jak na przykład SASSOON 
Sassoon to mam nadzieje, że wiecie kim był.
 
  • wysokiego standardu salony sieciowe takie jak C;M charlie miller, Chynes

 
  • autrorskie salony, których ceny i standardy zależą od tego jak znany jest fryzjer i w jakiej częsci miasta się znajduje.
 
  • małe salony i zakłady niesygnowane żadną marką
  •  zakłady fryzjerskie dla Polaków, prowadzone przez Polaków, znajdują się tam gdzie jest najwięcej naszych rodaków, i są najtańsze.
Jeśli chodzi o barbershopy to znalazłam kilka zaledwie takich z najwyżej półki, Ruffians i jedyna sieciówka jaką znam: Boombarbers. 
Ponoć najlepsze miejsce, w którym można zacząć się uczyć.
 
Pozatym całe mnóstwo fajnych autorskich miejsc z ciekawymi wnętrzami. 

 
I dwa moje faworyty. Być może w jednym z tych miejsc niebawem zacznę się uczyć:)
W tym jeden, który spodobał mi sie najbardziej i opiszę go w oddzielnym poście.
A na końcu cale mnóstwo małych tureckich zakładów. Wszystkie bardzo do siebie podobne i w większości z nich pracują sami Turkowie. Ponoć są najlepsi w tym fachu. 

Typowy turecki zakład



Na koniec dodam, że na większości ulic w Edynburgu znajduje się co  najmniej jeden fryzjer i golibroda. Żeby otworzyć własny barber shop i samemu w nim pracować nie potrzebne są żadne papiery. Wystarczą umiejętności. Inaczej jest jeśli chcesz pracować jako fryzjer, musisz mieć ukończony kurs lub szkołę.

Pozdrawiam Was wszystkich i przepraszam za ostatnią nieobecność. Po Nowym Roku naszła mnie chwilowa niemoc twórcza;)