Takiego tutejszego Adama Mickiewicza.
Robert Burns urodził się 25 stycznia 1759r. w Alloway. Pomimo biedy i chłopskiego pochodzenia rodzice zadbali o jego wykształcenie. Jego wiersze, pisane w rodzinnym dialekcie Ayshire, opisujące w bezpośredni sposób życie na wsi i jego uroki zdobyły uznanie dzięki czemu mógł spędzić parę lat w Edynburgu. Niestety nie przyniosly mu bogactwa przez co powrócił do wiejskiego życia i zmarł w wyniku chorób sercowych spowodowanych ciężką pracą na roli.
Taka jest oficjalna wersja, którą możecie przeczytać u cioci
Wiki.
Rocznica jego urodzin jest nieoficjalnym świętem narodowym szkotów. Celebruje się ją na wieczorkach Burnowskich - Burns Suppers.
Dzięki Johnnemu i jego tacie miałam okazję brać udział w dwóch takich wieczorkach. Ponieważ są oni członkami Scottish Maisons a Rabbie Burns należał do najstarszej szkockiej Loży. Jak już wspomniałam tradycyjnie wieczór Robbie Supper jest 25 stycznia. W praktyce takie kolacje są organizowane w różnych miejscach przez cały styczeń.
A wyglądają tak:
W dużej sali ustawione stoły, każdy ma swoje oznaczone miejsce. W zależności od inwencji organizatorów sala udekorowana jest ozdobami w szkocką kratę.
Na przywitanie gości Piper (dudziarz) wydmuchuje tradycyjną melodię.
Mistrz ceremonii wita gości i rozpoczyna kolację. W języku szkockim.
Nic z tego nie pojełam ;)
Po tym podawane jest pierwsze danie - Cook-a-Leekie soup, przypominająca trochę polski krupnik zupa z pora i kurczaka.
Kolejnym elementem jest ceremonia krojenia wielkiej, gorącej kiszki napchanej owczymi wnętrznościami - czyli Haggis. Ja uwielbiam to danie! Wygląda to tak: na wózku taca a na niej to coś trochę podobne do czarnego balonu, staje pan w Kilcie i gada coś po szkocku o tym jak Haggis jest dla nas zdrowy itd. Na koniec przemowy wbija wielki nóż w ten balon i bez pardonu przekraja go na pół. Przygrywa Piper. Kelnerka rozlewa whisky.
Na stoły wjeżdża główne danie - Haggis, Tatties and Neeps.
A dla czego Haggis? Ponieważ Rabbie Burns napisał o tym daniu poemat wysławiając jego wspaniały smak.
Z czym się zgadzam. A jeszcze jak poleje się je Whisky sosem! Neeps to jest taka rzepa (dla mnie bez smaku) a Tatties to po prostu ziemniaki.
Po tym jedzonku następuje część artystyczna wieczoru. Deklamowanie wierszy Burnsa, śpiewy oraz toast do Pań i Panów.
Na pierwszej z kolacji, na których byłam jakiś pan wyglądający jak pomniejszony sobowtór Daniela Craiga opowiadał strasznie długo życiorys poety, z którego zrozumiałam i zapamiętałam tylko trzy słowa "politics, poems and sex).
Wspomnę więc teraz, że świętowanie urodzin największego poety w Polsce nie mogły by tak wyglądać.
A z jakiego powodu?
Wyobraźcie sobie taką salę wypełnioną gośćmi ubranymi w stroje wizytowe, poważne miny a historia sławy Rabbie Burnsa opiera się na wielkości jego członka (ponoć długości jego przedramienia) opisywana obrazowo przez pana ubranego we frak. Po czym na sali pojawia się starszy pan ubrany w długą koszulę nocną i deklamuje wiersz reklamujący zalety noszenia Kiltu, że jest użyteczny gdy masz sraczkę albo ochotę na seks.
Ktoś coś takiego mógłby powiedzieć o Adamie Mickiewiczu na oficjalnym spotkaniu?
Tu jest właśnie drugie dno życiorysu poety i jego problemów z sercem ;)
I chociaż nie wiele z tego co zobaczyłam i usłyszałam zrozumiałam to i tak bawiłam się świetnie, tańcząc na stole, krześle i na krześle postawionym na stole, popijając whisky i zwiedzając najstarszą lożę masońską w Edynburgu.
A co do zwiedzania tych świątyń i różnych poglądów na temat masonów to mogę powiedzieć tyle:
Jest to oko co na nas patrzy cały czas.
A przez wygłupy jakie robiłam żartując z tego do czego ma służyć ten podest.
Prawdopodobnie zostałam dostrzeżona przez Oko i przeklęta...
No i niebawem pewnie mnie zamkną w takim specjalnym schowku.
I tyle mnie widzieli...
Ale i tak dobrze się bawiłam ;)
Robbie Burns był by zadowolony.