środa, 27 kwietnia 2016

One barbers & 1DJ - Academy

Jest takie miejsce na mapie Edynburga gdzie muzyka spotyka się z fryzjerstwem w jednej osobie. Jest to One Barbers barbershop połączony ze studiem muzycznym zaopatrzonym w profesjonalny sprzęt diżejski.
Prowadzi go Nickey Oneill alias Nick Green. Barber i DJ w jednej osobie.
tu Nickey trochę nieostry

Miejsce przyciąga uwagę przestronnym wnętrzem przeznaczonym do jego pracy z włosami gdzie ściany obłożone są plakatami z imprez, zespołów muzycznych i zdjęciami bokserów (hobby Nickeya to boks i MMA), przy ścianie stojaki z gitarami i ławeczki prawie bez przerwy zajęte przez panów czekających na strzyżenie. Strzyżenie fachowe, wykonane z wprawą i bardzo charakterystycznym wykończeniem. Każdy klient może się spodziewać delikatnego i stanowczego podgolenia karku, szyi i skroni. Za jedyne 5 do 8 funtów. Z tego powodu na jednego klienta przypada jakieś 15 minut uwagi. 
Usługa sprawna, szybka i dziękuję! następny proszę!
plakaty

klimat studia garażowy

Za ścianą z plakatami znajduje się natomiast nieustannie ulepszane studio, w którym ten sam człowiek lecz pod inną już postacią przeprowadza indywidualne lekcje grania na deckach. Do tego na dodatek gruszka bokserska i tajemnicze drzwi w podłodze za którymi po zejściu drewnianym schodkami w dół znajdujemy się w zawilgłej piwnicy pełnej wszystkiego: od desek i cegieł po stare krzesło barberskie, czajnik, żelazko i toaletę.
Właściciel nie zamierza długo pozostawić tego w stanie jaki widziałam. Już niebawem zamiast cuchnącej piwnicy i dźwięku kapiącej rury będzie tam studio nagraniowe!
Czym jeszcze może zaskoczyć? Jest niesamowicie otwarty i po dwóch minutach rozmowy jesteśmy kolegami a po 10 proponuje mi pracę, jego córka mówi, że wyglądam "cool" i pasuję do tego miejsca.
 Po czym zaprasza mnie na próbne strzyżenie, wykonuję je jeszcze tego samego dnia, w między czasie przeprowadzając się na tą samą dzielnicę, gdzie znajduje się One Barbers, przeżywając niemały stres. W czym bardzo pomaga i wspiera mnie Alan, mój chłopak:)
Ta historia ma jeszcze drugie dno i mniej ciekawe zakończenie. Dowiaduję się i to nie po raz pierwszy, że Edynburg jest jak Lublin (czyli taka duża wieś) wszyscy wszystkich znają i wszystko ci o wszystkich opowiedzą. Także w ciągu jednego dnia poznaję niezmiernie przedsiębiorczego człowieka, proponuje mi pracę i dowiaduję się z bliskich mi źródeł, że dawniej zamieszany był w mniej ciekawe historie. Tego samego dnia wykonuję u niego strzyżenie dla jego wspólnika (jest zadowolony choć troszkę za długo siedział na fotelu), prawie psuję jego maszynkę. Trzy dni później strzygę włosy samego Nickeya, uczy mnie trzymać brzytwę, pokazuje mi swoją piwniczkę i opowiada historię życia, z grubsza ale nie pomijając, że był również złym chłopcem. Pierwszy barbershop otworzył mając 17 lat. Zawsze pracował dla siebie. Najlepsze brzytwy kupuj u turków. No i grzebień, który ma od zawsze i już nigdzie takiego nie znajdziesz.
A cała przygoda zakończyła się tak, że mu pięknie podziękowałam za ofertę.
Jak pamiętacie mam już swoje miejsce i bardzo je lubię: ROCK PAPER SISSORS!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ROCK PAPER SISSORS

To jedyne w swoim rodzaju miejsce, nie jest to salon fryzjerski ani zakład. 
Opisując jak najprościej jakieś osiem lat temu Allan Grant, doświadczony w swoim zawodzie fryzjer wynajął pomieszczenie przylegające do zakładu rzeźniczego, przy Raeburn Place na rogu z maleńką uliczką Allan Street (pięć kroków od mojego obecnego miejsca zamieszkania) i zaaranżował je dla swojej pracy jako fryzjer.
 Pięć lat temu, tuż przed pogrzebem swojej mamy Johnny kręcił się w pobliżu szukając fryzjera (może bardziej kogoś do pogadania) i trafił w to miejsce. Od słowa do słowa Allan i Johnny stali się kumplami.
Na początku lutego wpadliśmy z Johnnym do tego miejsca i tak ja poznałam Allana.
Po tygodniu przyszłam pokazać mu swoje umiejętności w męskim strzyżeniu, moim modelem był Alan, teraz mój partner:)
Od tamtej pory gdy tylko mam czas wpadam tam się trochę podszkolić i już niebawem zacznę tam pracę jako freelancer czyli będę pracować na własny rachunek.
Założyłam w tym celu stronę na fejsbuku i w miarę możliwości będę ją rozbudowywać.
A wracając do ROCK PAPER SISSORS, właściciel jest fryzjerem od około dwudziestu lat. 
Przez czas jaki spędziliśmy razem poznałam trochę jego historię. 
Po szkole fryzjerskiej znalazł pracę w salonie Georga Patersona, dobrym miejscu dla ludzi z pasją do zawodu etc. Zaprzyjaźnili się i pracowali wspólnie 15 lat, ekipa salonu składała się jak to 
Allan opisał z pięknych dziewczyn i facetów, którzy wyłączając jego byli gejami. Nie miał więc konkurencji i ochoczo z nimi (koleżankami) flirtował. Z Georgem ostro imprezował i przez co powstała nieprzyjemna atmosfera, wśród pracowników przekonanie o lepszych względach szefa do Allana co odniosło odwrotny skutek i wywołało kłótnie między przyjaciółmi (mam na myśli Allana i Georga). Mijały lata i 
Allan stracił trochę serce do tego zawodu. Włączając w to niezdrowy klimat i zazdrość innych pracowników, zdecydował się odejść i na dwa lata porzucił fryzjerstwo na rzecz budowlanki.
Wrócił do zawodu gdy dostał propozycję pomocy w rozwoju firmy swojego dawnego szefa, który zmarł. Tu spotkało go rozczarowanie gdyż obietnice finansowe nie zostały spełnione. W pracy jako budowlaniec ponoć zarabiał więcej niż ostatecznie dostał za prowadzenie nowego salonu. Trafiła się również kolejna oferta pracy w nowo otwartym salonie Boombambers (obecnie dobrze prosperująca sieć salonów). Tam jednak zasiano już plotkę, że Allan nie odszedł sam z Patersona ale go wyrzucono za kombionowanie.
Tak więc zdecydował się otworzyć własny salon i stał się swoim własnym szefem.
A na ile ta opowieść jest prawdziwa to już nie jestem w sanie powiedzieć. Ja jej nie zmyśliłam.
Wydaje mi się jednak interesująca i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń.