W minioną sobotę obchodziłam moje 27 urodziny.
Może nie ma co się chwalić ale to zawsze jakiś pretekst żeby spotkać się ze znajomymi i pójść na imprezę ;)
Ponieważ jestem tu gdzie jestem, nie mogłam zaprosić Was wszystkich ale urządziłam dla Frani i Johnnego małą kolację w stylu Karaibskim. Zaprosiłam też swojego przyjaciela Allana.
A dlaczego w stylu Karaibskim? Niedawno dostałam od jednej z klientek kawiarni książkę kucharską "Carribean Food" Levi'ego Rootsa. Miałam więc okazję wypróbować jakieś przepisy. Wybrałam curry krewetkowo - ziemniaczane, jamajskie steki wieprzowe, zapiekane w ostrym sosie i sałatkę z mango i awokado. Wszystko na ostro.
A po kolacji impreza: Marleyki w klubie Bongo.
Dostałam
kilka prezentów:
- Tartan blanket - koc w szkocką kratę,
- Dish towel - ręcznik kuchenny z nadrukowanymi szkockimi słówkami,
- Tartan scarw - szalik w szkocką kratę.
Takie prezenty wróżą mi chyba rychłą emertyturę ;)
Największym zaskoczeniem tego wieczoru był jednak tort.
Oraz Messenger - DJ, który grał na Marleykach. Podobno znał samego Boba Marleya. Utwory były odtwarzane z oldschoolowego gramofonu, jeden za drugim z przerwami na nawijkę.
Sam klub bardzo mi przypomniał dawne czasy Centrali.
Bawiłam się bardzo dobrze co jeszcze dziś czuję w plecach i w nogach.
Następnego dnia wybrałam się na pierwszą moją wycieczkę poza miasto. Do małego przybrzeżnego miasteczka North Berick. Z plaży widać Bass Rock, wielką skałę wystającą z morza, na której mają swoje królestwo głuptaki i inne ptaki.
Miałam też wielką radość widząc, po raz pierwszy w Szkocji, pasące się owce.
Niestety nie udało mi się tego uwiecznić na ładnych zdjęciach. Mimo zajęć z fotografii nie jestem najlepszym fotografem a mój aparat też nie daje wiele możliwości.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz