poniedziałek, 4 kwietnia 2016

ROCK PAPER SISSORS

To jedyne w swoim rodzaju miejsce, nie jest to salon fryzjerski ani zakład. 
Opisując jak najprościej jakieś osiem lat temu Allan Grant, doświadczony w swoim zawodzie fryzjer wynajął pomieszczenie przylegające do zakładu rzeźniczego, przy Raeburn Place na rogu z maleńką uliczką Allan Street (pięć kroków od mojego obecnego miejsca zamieszkania) i zaaranżował je dla swojej pracy jako fryzjer.
 Pięć lat temu, tuż przed pogrzebem swojej mamy Johnny kręcił się w pobliżu szukając fryzjera (może bardziej kogoś do pogadania) i trafił w to miejsce. Od słowa do słowa Allan i Johnny stali się kumplami.
Na początku lutego wpadliśmy z Johnnym do tego miejsca i tak ja poznałam Allana.
Po tygodniu przyszłam pokazać mu swoje umiejętności w męskim strzyżeniu, moim modelem był Alan, teraz mój partner:)
Od tamtej pory gdy tylko mam czas wpadam tam się trochę podszkolić i już niebawem zacznę tam pracę jako freelancer czyli będę pracować na własny rachunek.
Założyłam w tym celu stronę na fejsbuku i w miarę możliwości będę ją rozbudowywać.
A wracając do ROCK PAPER SISSORS, właściciel jest fryzjerem od około dwudziestu lat. 
Przez czas jaki spędziliśmy razem poznałam trochę jego historię. 
Po szkole fryzjerskiej znalazł pracę w salonie Georga Patersona, dobrym miejscu dla ludzi z pasją do zawodu etc. Zaprzyjaźnili się i pracowali wspólnie 15 lat, ekipa salonu składała się jak to 
Allan opisał z pięknych dziewczyn i facetów, którzy wyłączając jego byli gejami. Nie miał więc konkurencji i ochoczo z nimi (koleżankami) flirtował. Z Georgem ostro imprezował i przez co powstała nieprzyjemna atmosfera, wśród pracowników przekonanie o lepszych względach szefa do Allana co odniosło odwrotny skutek i wywołało kłótnie między przyjaciółmi (mam na myśli Allana i Georga). Mijały lata i 
Allan stracił trochę serce do tego zawodu. Włączając w to niezdrowy klimat i zazdrość innych pracowników, zdecydował się odejść i na dwa lata porzucił fryzjerstwo na rzecz budowlanki.
Wrócił do zawodu gdy dostał propozycję pomocy w rozwoju firmy swojego dawnego szefa, który zmarł. Tu spotkało go rozczarowanie gdyż obietnice finansowe nie zostały spełnione. W pracy jako budowlaniec ponoć zarabiał więcej niż ostatecznie dostał za prowadzenie nowego salonu. Trafiła się również kolejna oferta pracy w nowo otwartym salonie Boombambers (obecnie dobrze prosperująca sieć salonów). Tam jednak zasiano już plotkę, że Allan nie odszedł sam z Patersona ale go wyrzucono za kombionowanie.
Tak więc zdecydował się otworzyć własny salon i stał się swoim własnym szefem.
A na ile ta opowieść jest prawdziwa to już nie jestem w sanie powiedzieć. Ja jej nie zmyśliłam.
Wydaje mi się jednak interesująca i z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wydarzeń.





1 komentarz: