piątek, 15 stycznia 2016

Sink & Anchor

Kiedyś spacerując sobie po centrum miasta z Jackiem, na jednej z uliczek przykuł naszą uwagę mały Barbershop. Board postawiny przy drzwiach oferował darmowe piwko i kawę. Za szybą świecił ekran z PlayStation, zielone ściany i złote lustra obiecywały przyjemną atmosferę. Staliśmy tam chwilę zastanawiając się czy wejść czy nie wejść ale w środku było tłoczno więc poszliśmy dalej. Ostatnio korzystając z wolnego dnia postanowiłam wrócić w to miejsce i przekonać się czy w środku jest tak fajnie jak to wyglądało z zewnątrz. 


Zanim złapałam za klamkę przywitał mnie już przyjazny uśmiech dwóch panów. Luke - właściciel, ruda, gęsta broda, tatuaże i sygnety oraz Jo - jego nowy współpracownik, szczupły wysoki i trochę nieśmiały. 

Luke

Jo i logo
Nie było żadnych klientów, na PlayStation jakaś gra ustawiona. Wszystkie meble z ciemnego lakierowanego drewna, lustra w starych złotych ramach. Na ścianach porozwieszane: autorskie koszulki, obraz przedstawiający statek, skateboard i duże logo zaprojektowane przez kolegę Jake - tatuażystę.
koszulki, recepcja, obrazki



Z rozmowy dowiedziałam się, że Sink & Anchor działa sobie dobrze od pół roku. Luke przez pięć lat pracował jako fryzjer ale nie czuł się dobrze w pracy z kobietami, wkurzało go to, że nawet jak uciął długie włosy trochę krzywo to i tak pani wychodziła zadowolona, najbardziej nie lubił tak zwanych wampirów emocjonalnych - pań, które o każdy drobiazg robiły awanturę taką, że po ich wyjściu czujesz się cały wypalony. W pracy jako barber ceni sobie najbardziej precyzję, zrobisz małą pomyłkę i w końcowym efekcie będzie to dokładnie widać,cieszy go to, że nawet jeśli dookoła jest bałagan a na podłodze kupa obciętych włosów, jego klienci nie zwracają na to uwagi. Praca z panami jest bardziej wyluzowana, nie ma potrzeby robić show. Powiedział mi też, że jeśli chcę zostać barberem to wystarczy żebym znalazła dobre miejsce, w którym mnie wyszkolą. Nie potrzebuję żadnego papieru ukończenia kursu czy szkoły. Jego zdaniem najlepszym miejscem na początek jest Boombarbers. W Edynburgu mają trzy salony, jest duża rotacja więc większa szansa na znalezienie tam pracy.
 Jo przyjechał do niego z Londynu, gdzie uczył się i pracował w Ruffians, drugiej filii salonu. Prawie się nie odzywał, dopiero jak wyciągnęłam telefon by zrobić zdjęcia, powiedział, że będę musiała użyć Photoshopa bo nie jest zbyt ładny. Luke miał zaraz wychodzić na spotkanie z księgowym więc nie przeciągając rozmowy zebrałam się i wyszłam. Pożegnaliśmy się i zostałam zaproszona, jak tylko będę miała ochotę mogę ich odwiedzić:)
A taki to śliczny ogródek znajduje się po drugiej stronie ulicy.

1 komentarz: